Caisteczka! Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Polityka cookies

Samar o jedzeniu

09 maja 2019

Falafel Beirut

zdjęcie_63

Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Słoneczne przedpołudnie, mieszkałam na warszawskim Powiślu i gdy tylko miałam chwilę, wybrałam się na zakupy do Hali Mirowskiej. Lubiłam tam chodzić, oglądać warzywa, owoce i słuchać straganowych historii. Zawsze kupowałam coś, czego nie planowałam. Lubiłam ten targowy harmider i ekstycatcje, że nigdy nie wiem co wyląduje w moim koszyku.

zdjęcie_64 zdjęcie_65

Któregoś dnia moją uwagę przyciągnął wózek z wielkim napisem falafel. Za nim stał mężczyzna, który się uśmiechał i sprzedawał libańskie kotleciki z ciecierzycy. Uwielbiam takie miejsca, to jakby bilet z napisem “ahoj przygodo!”. Na wózku prócz falafeli zauważyłam sos tahinowy (po arab. taratour) i libańskie kiszonki. Wyglądało to bardzo apetycznie i autentycznie, co nie jest częstym widokiem w Polsce. Podeszłam, zamówiłam po polsku i jakie było moje zdziwienie, kiedy Mike odpowiedział mi po libańsku. To przez typowe akcentowanie słowa “falafel” jak się potem okazało. Tak się poznaliśmy, kilka late temu na Hali Mirowskiej.

zdjęcie_66 zdjęcie_67

Dzisiaj Falalel Beirut ma jeden lokal na Nowolipki i sprzedaje najlepsze falafele oraz hummus, jaki jadłam w Polsce. Falafele są chrupiące, kremowe w środku, doskonale doprawione. Mike dba też o idealnie kremowy hummus i autentyczne dodatki. W menu są talerze pełne warzyw, kiszonek, hummusu i oczywiście - falafeli oraz kanapki w libańskim pieczywie. Menu jest krótkie, ale bardzo dobrze zróżnicowane. Każdy tu znajdzie coś dla siebie. Ceny wahają się od 15 do 30 zł za porcję. Gorąco i szczerze polecam ten lokal, i Mika, który wiem, że wkłada w niego całe serce. Co widać na talerzu.

Do zobaczenia następnym razem w Falafel Beirut!

PODZIEL SIĘ Z INNYMI   


DODAJ KOMENTARZ
Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


brak komentarzy