Wytrawna jaglanka z pieczarkami i porem. Wideo.

11 lutego 2016 Kolacja, Obiad, Przez żołądek do serca, Śniadanie

Kasza jaglana zagościła w naszych domach i żołądkach na dobre. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez kaszy jaglanej na śniadanie – zarówno tej w wersji na słodko, jak i na słono. Wytrawne kasze, owsianki i jaglanki staną się kulinarnym hitem 2016. Są pożywne, smaczne, proste w przygotowaniu i bardzo, bardzo zdrowe. Idealne na ciepło, jak i na zimno smakują zarówno kiedy za oknem pada śnieg, jak i wtedy kiedy świeci słońce. Mam wrażenie, że nad zaletami i smakiem kasz, owsianek i jaglanek mogłabym rozwodzić się godzinami, ale po co pisać jak można spróbować? Gotujcie ją na zdrowie – na śniadanie, dodatek do obiadu lub na kolacje.

Nie zapomnijcie obejrzeć przepisu w wersji wideo!

Składniki (na 2 duże porcje):

  • ok 10 pieczarek
  • 1/2 pora
  • 1 szkalnka kaszy jaglanej
  • 1 łyżka śmietany 12-18%
  • przyprawy: 1 łyżeczka wędzonej papryki, liście laurowe, ziela angielskie
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 pęczek natki z pietruszki
  • ulubione kiełki
  • 1-2 łyżki oliwy z oliwek

Pieczarki myjemy lub obieramy i kroimy w ćwiartki. Pora dokładnie myjemy i kroimy w cienkie piórka. Na niewielkiej ilości oliwy z oliwek podsmażamy pieczarki, następnie dodajemy pora. Po 2-3 minutach przyprawiamy solą, pieprzem i papryką wędzoną. Po kolejnych 2-3 minutach dodajemy 1 łyżkę śmietany i krótko dusimy. W między czasie płuczemy kaszę jaglaną, następnie na małym ogniu suszymy kaszę. Po tym czasie dodajemy liście laurowe, ziela angielskie oraz sól i pieprz, a całość zalewamy wodą na 2-3 centymetry powyżej kaszy. Kaszę gotujemy ok 12-15 minut do miękkości. Pod koniec dodajemy pieczarki z porem, mieszamy na małym ogniu chwilę.

Jaglankę podajemy ciepłą z obfitą ilością kiełków oraz drobno posiekanej natki.

 

Zobacz także

Tort naleśnikowy z kardamonem, różą i daktylami.

2 lutego 2016 Arabska, Deser, Polska, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

Wielkimi krokami zbliża się do nas Tłusty Czwartek – z jednej strony dzień jak co dzień, z drugiej święto wszytskich łasuchów. Z tej okazji wszyscy już tygodniami pieką, smażą i testują pączki. Ogarnęła nas absolutna pączkomania, a przecież opcji w Tłusty Czwartek jest o wiele, wiele więcej. Mam wrażenie, że przez te wszytskie przepisy i zdjęcia ociekających lukrem pączków zrobiłam się ponadprzeciętnie głodna, a pączki wypełniają mi każdą wolną chwilę, w której zastanawiam się co dziś zjem. 

Lubię słodycze – jednak często te z małą ilością cukru lub jego brakiem. Dla tych wszystkich, którzy mają miłość do słodyczy niekoniecznie ociekających lukrem przygotowałam alternatywny deser – nie tylko na Tłusty Czwartek. Ponad dwadzieścia naleśników przełożonych kremem z kardamonem, różą, daktylami i prażonymi migdałami pozwoli Wam przenieść się do krainy słodkich rozkoszy i zapomnieć na chwilę o święcie pączków.

Składniki:

  • 1 1/2 szklanka mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 1 1/2 szklanki mleka
  • 1 szklanka wody gazowanej
  • szczypta soli i cukru
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
  • 250 g mascarpone
  • 200 g śmietanki 30% lub 36%
  • 100 g płatków migdałowych
  • 150 g wydrylowanych daktyli
  • 3-4 daktyle świeże 
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  • 2 łyżeczki wody różanej
  • 1/2 granatu

Mleko, jajka, wodę gazowaną i olej mieszamy razem. Następnie dodajemy przesianą mąkę, sól i cukier. Całość mieszamy lub miksujemy 2-3 minty, a następnie ciasto pozostawiamy na 30 minut, aby wszytskie składniki połączyły się ze sobą. Z tak przygotowanego ciasta smażmy (na teflonowej patelni, bez dodatku tłuszczu) ok. 20 naleśników.

Kiedy naleśniki stygną bierzemy się za przygotowanie kremu. Daktyle zalewamy 100 ml wody i gotujemy 10-15 minut aż całkowicie się rozgotują. Pod koniec gotowania dodajemy wodę różaną. Całość mieszamy i pozostawiamy do zupełnego wystudzenia. Na suchej patelni podprażamy płatki migdałowe. W między czasie ubijamy śmietankę na sztywnko i dodajemy pozostałe składniki: masę daktylową, kardamon, płatki migdałowe. Całość mieszamy aż wszytskie składniki się połączą.

Każdego naleśnika przekładamy niewielką ilością kremu – tak aż do czasu kiedy skończą nam się wszytskie naleśniki i krem. Ostatniego naleśnika cienko smarujemy kremem, obficie posypujemy pestkami granatu i układamy kilka daktyli do dekoracji. Najlepiej smakuje schłodzony.

Smacznego!

 

Zobacz także

Polędwiczka z sosem daktylowo-pomarańczowym. Wideo.

28 stycznia 2016 Arabska, Kolacja, Obiad, Polska, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

Dziś cieszą się wszyscy mięsożercy, bo na blogu pojawił się przepis mięsny – i to nie byle jaki – na polędwiczkę w sosie daktylowo-pomarańczowym! Na co dzień gotuję dania bezmięsne, bo chociaż oby dwoje z G. jesteśmy mięsożercami, to jesteśmy zdania, że obecnie po mięso sięga się za często. Jeszcze 100 lat temu zwierzęta hodowało się latami i zabijało od święta, wykorzystując absolutnie każdy najmniejszy element. Dziś mięso stało się codziennością na naszych talerzach i jemy go za dużo, a co gorsza – bardzo złej jakości. Dlatego jestem zwolenniczką jedzenia mięsa rzadziej, za to z dobrego źródła.

Cieszcie się z każdego kęsa, bo ten przepis sprawi, że polędwiczka wieprzowa rozpływa się w ustach a w połączeniu z daktylami i pomarańczą jest daniem, które możecie zaserwować najbardziej wymagającym gościom!

Zobaczcie też przepis w wersji wideo.

Składniki:

  • polędwiczka wieprzowa
  • 4 łyżki musztardy dijon
  • 6-8 plasterków dojrzewającej szynki
  • 2-3 gałązki rozmarynu
  • sól i pieprz do smaku
  • 10-12 suszonych daktyli
  • pomarańcza 

Z polędwiczki wykrajamy wszytskie skórki i tłuszcze, następnie solimy i pieprzymy, smarujemy obficie musztardą z oby dwu stron i obficie posypujemy świezym rozmarynem. Tak przygotowaną polędwiczkę delikatnie zawijamy w szynkę i smażymy na patelni po 2 minuty z każdej strony. Następnie przekładamy na blaszkę i pieczemy w 180 stopniach przez ok 12-15 minut (w zależności od wielkości mięsa).

W między czasie bierzemy się za przygotowanie sosu. W daktylach pozbywamy się pestek, następnie kroimy je na pół. Do daktyli wyciskamy sok z pomarańcza i ścieramy 1/2 łyżeczki skórki. Całość gotujemy pod przykryciem na małym ogniu aż daktyle się całkowicie rozgotują.

Polędwiczkę po upieczemy zostawiamy na ok 10 minut, aby soki się uspokoiły. Następnie kroimy i podajemy z sosem datylowo-pomarańczowym.

Smacznego!

Zobacz także

Gorąca czekolada z tahini i londyńskie opowieści.

25 stycznia 2016 Arabska, Deser, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

W Londynie można się zakochać od pierwszego wejrzenia, bo to miasto, w którym na co dzień miesza się ze sobą tysiące kultur, religii i narodowości. Monotonna architektura i niezwykła prędkość życia nadaje mu jedyny i niepowtarzalny wielkomiejski charakter. Uwielbiam Londyn za różnorodność wśród ludzi, a co za tym idzie też szeroki wybór gastronomii i produktów – w niemalże każdym mniejszym i większym sklepie znajdziemy od indyjskiego curry, po libańskie baklawy i angielskie pie. Jednak kiedy kolejne miasto na świecie przestaje być dla Ciebie turystyczną atrakcją, a miejscem pracy to potrafi dać w kość! Chociaż tym razem byłam tam zaledwie cztery dni to szybkie tempo, ilość spraw do załatwienia i podróż dały się odczuć. Po krótkim czasie zapomina się jednak szybko o włożonym wysiłku, za to miło patrzy się na efekty swojej pracy i dumą mogę powiedzieć, że na brytyjskich ulicach zobaczycie moją nową identyfikacje graficzną, a na pułkach książkę „Hummus, za’atar i granaty”!

Teraz przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Tym bardziej, że kiedy za oknem śnieg, nasz apetyt wzrasta, a my robimy się trochę bardziej leniwi niż zwykle. Ciepły koc i duży kubek gorącej czekolady może sprawić, że przeniesiemy się w krainę ciepła i rozkoszy. Potwierdzam – tak niewiele wystarczy!

Prawdziwa gorąca czekolada ma w sobie masę rozpuszczanej powoli czekolady, która sprawia, że jest gęsta, słodka i kremowa. Jednak nie chcą za kilka miesięcy narzekać na zbędne kilogramy warto sięgnąć po lżejsze zamienniki. Gorzkie kakao nada nam głęboki czekoladwy smak, a tahina sezamową nutę, słodycz i kremowość. Czasami warto samego siebie oszukać i to właśnie jest jedna ze zdroworozsądkowych propozycji, który jest równie smaczna, co wariant mniej zdrowy.

Składniki (na 1 porcję):

  • 1 1/2 szklanki mleka 
  • 3 łyżeczki gorzkiego kakao
  • 1 1/2 łyżeczki budyniu czekoladowego (bez cukru)
  • 3 łyżki tahini
  • 1 łyżeczka brązowego cukru 
  • do posypania: ziarna sezam i pestki granatu

Na małym ogniu odgrzewamy 1 szklankę mleka wraz z cukrem i gorzkim kakao. Pozostałe mleko mieszamy z budyniem czekoladowym. Kiedy mikstura zacznie się robić ciepła dodajemy mleko z budyniem i intensywnie mieszamy. Kiedy czekolada zacznie gęstnieć dodajemy tahini. Całość podgrzewamy 2-3 minuty intensywnie mieszając, następnie przelewamy do szklaneczki i posypujemy granatem oraz sezamem.

Smacznego!

 

Zobacz także

Zupa z czerwonej soczewicy i papryki.

14 stycznia 2016 Arabska, Kolacja, Obiad, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

Zaczęło się straszenie, że niedługo się zacznie – brak czasu dla siebie i nieprzespane noce. Aż strach się bać! Zastanawiam się ostatnio czy ciąża i macierzyństwo to naprawdę tak duże wyzwanie? Nie jestem jeszcze mamą, ale wiem, że moje dotychczasowe życie wymagało od zawsze bardzo dobrej organizacji i wielu poświęceń, aby pogodzić wszytskie obowiązki i znaleźć czas dla siebie. Myślę, że z macierzyństwem będzie tak samo – trzeba przede wszystkim dobrze planować czas i wiem, że po przyjściu na świat Leah nie będę miała go więcej niż teraz.

Rzadko się nudzę, a moim odwiecznym problem jest zbyt duża ilość obowiązków i często chciałabym, aby doba trwała dłużej niż 24 godziny. Pamiętam jak mając lat kilka wymyślałam sobie co rusz nowe zainteresowania, aby dni leciały szybciej i znowu był poranek. Dziś, kiedy czasami jestem skrajnie zmęczona, relaksuje się w kuchni, która sprawia, że chociaż na chwilę nie myślę o liście zadań, która z godziny na godziny robi się coraz dłuższa. Ostatnio jednak korzystam z chwil samotności i staram się zrobić wszytsko, aby od maja mieć wolną głowę i poświęcić się (przynajmniej na trochę) najmniejszemu członkowi naszej rodziny. Nie mam więc czasu na skomplikowane dania wielogarnkowe, tylko na proste, szybkie a zarazem zdrowe przepisy. Kiedy za oknem śnieg i temperatura spada poniżej 0, nie ma nic lepszego niż gorąca i gęsta zupa. Jest to też dobry przepis, dla tych którym wydaje się, że gotowanie jest trudne – nic bardziej mylnego!

PS Zobaczcie też wideo! 

Składniki:

  • 1 szklanka czerwonej soczewicy
  • 1 papryka
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • pomidory w puszce
  • 2-3 liście laurowe
  • 2-3 ziela angielskie
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1/2 łyżeczki płatków chilli
  • sól i pieprz do smaku
  • oliwa z oliwek
  • świeża kolendra do przybrania

Cebulę i czosnek obieramy, następnie kroimy. Paprykę myjemy, czyścimy i kroimy w grubą kostkę. W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek i smażmy 2-3 minuty pokrojone warzywa. Pod koniec dodajemy przyprawy, całość mieszamy, dodajemy przepłukaną czerwoną soczewicę i zalewamy wodą na wysokość 2-3 centymetrów. Gotujemy ok 15 minut. Kiedy soczewica jest już miękka dodajemy pomidory, gotujemy kolejne 10 minut i doprawiamy ostatecznie do smaku. Zupa jest już gotowa, ale jeśli lubicie gładkie kremy – zblendujcie ją. Jeśli zupa jest dla Was za gęsta dolejcie też trochę przegotowanej wody i pogotujcie chwilę dłużej.

Zobacz także

Słodkie, leniwe kluseczki mojej babci.

8 stycznia 2016 Deser, Obiad, Polska, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

Lelka rośnie jak na drożdżach i nieustannie przypomina o sobie co jakiś czas mikroskopijnymi ruchami. W ciągu ostatnich 5 miesięcy przewróciła do góry nogami moją dietę, w której od początku nie ma chociażby pomidorów i świeżych ogórków. Szczerze, nie ubolewam nad ich brakiem, bo w zimę nie ma na nie sezonu, są mało smaczne i mają więcej oprysków niż wartości odżywczych, co czują wszyscy alergicy. Początkowe miesiące ciąży sprawiły, że w mojej diecie w ogóle niewiele rzeczy się znajdowało. Był to dla mnie niezwykle ciężki czas, w którym wrażliwość na zapachy i smaki nieustająco dawała się we znaki zarówno mi, jak i moim najbliższym. Przychodzi jednak czas, w którym widać zielone światło w tunelu i znowu można cokolwiek zjeść.

Na ratunek przyszła babcia i kuchnia polska, która jak nigdy mi teraz smakuje! Kluski, kotlet mielony i zupa pomidorowa to dania, które ostatnio rządzą w naszej domowej kuchni od czasu do czasu przeplatając się z bliskowschodnimi wpływami i kaszami na sto sposobów. Kluski leniwe mojej babci są wyjątkowe smaczne i puszyste, chociaż nie są ani typowymi leniwymi, ani kopytkami – łączą w sobie obydwa te przepisy. Ziemniaki zagniatane z białym twarogiem, okraszone bułką tartą, masłem i dużą ilością cukru to danie idealne na pochmurne, zimowe dni.

Składniki (na 2 bardzo duże porcje):

  • ok 200 g ugotowanych ziemniaków
  • 250 g białego twarogu 
  • jajka (1 jajko i 1 żółtko)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1/4 kostki masła
  • 2 łyżki bułki tartej
  • cukier (brązowy lub biały) do posypania

Ugotowane ziemniaki przeciskam przez praskę lub ubijamy przy pomocy tłuczka. Następnie dodajemy twaróg, jajko, 1 zółtko i dwa rodzaje mąki. Całość zagniatamy na miękkie, delikatnie kleiste ciasto. Następnie stolnicę podsypujemy mąką, a z ciasta formujemy wałeczek, lekko spłaszczamy i kroimy w 2 centymetrowe paseczki. Gotujemy w lekko osolonym wrzątku aż kluseczki wypłyną. Ciepłe kluseczki polewamy obficie bułką tartą z masłem i posypujemy cukrem (brązowym, lawendowym lub białym), szczyptą cynamonu, kardamonu lub czym tylko dusza zapragnie.

Smacznego!

Zobacz także

O planach na 2016.

4 stycznia 2016 Pełen zachwyt

Czas biegnie szybko, czasami nawet za szybko. Pamiętam dzień, w którym poznałam swojego męża – kiedy czas na chwilę stanął w miejscu i zmieniło się całe moje życie. Dzięki niemu uwierzyłam we własne siły, opuściłam bezpieczną prace na etacie i zaczęłam działać na własną rękę. Grafika i kulinaria stały się nie tylko moimi pełnoetatowymi pasjami, ale także pracą. Nigdy nie było łatwo, ale nikt tego nigdy nie obiecywał. Jednak od dziecka wiedziałam, że ciężka i skrupulatna praca przynosi efekty oraz niezwykłą satysfakcję, że można robić to co się kocha nad życie.

2015 był rokiem niezwykle intensywnym – książka, warsztaty w całej Polsce i niezliczona ilość publikacji pozwoliły nabrać mi wiatru w skrzydła i uwierzyć we własne marzenia. Rok 2016 będzie dla mnie kolejnym wyzwaniem, na które nie da się przygotować. Z początkiem ciąży nauczyłam się jednej reguły, że w ciąży nie ma ich wcale. 2016 rok to dla mnie rok zmiany i odpoczynku. Jednak nie martwcie się, na blogu nadal będą czekały na Was smakołyki w wersji fotograficznej i wideo, a my niedługo widzimy się na warsztatach w Warszawie (27.01, 18.03), Gorzowie Wielkopolskim(22-23.02), Zielonej Górze (24.02) i Poznaniu (26.02). Kolejna taka możliwość dopiero za jakiś czas jak tylko Leah będzie chciała zostać z tatą.

Do zobaczenia!

 

Zobacz także

Kulinarne trendy na 2016.

2 stycznia 2016 Pełen zachwyt

Rok za rokiem leci, a my nieustannie smakujemy i eksperymentujemy z kuchnią. Moje zeszłoroczne przewidywania kulinarnych trendów okazały się być całkiem trafione! Obserwując światowe trendy, poczynania największych szefów kuchni oraz talerze swoich najbliższych w tym roku też spisałam dla Was swoje przemyślenia – zobaczmy czy też się sprawdzą.

  1. Po jedzeniu warzyw przyszedł czas na mięsożerców, którzy jak nikt inni doceniają wszytskie smaki – zarówno mięsa, jak i warzyw. Mięso znowu pojawi się na naszych talerzach – tym razem dobrego gatunku, od czasu do czasu i w niewielkiej ilości.
  2. Kiedyś mieliśmy problem z dostępnością jedzenia, dziś mamy go za dużo. Kupujemy i jemy ponad nasze miary, a problem marnowania jedzenia powraca do nas jak bumerang. Kuchenne „odpadki” – liście brokuła, marchewkowe obierki i rybny szkielet okażą się nie tylko jadalne, ale świetnie sprawdzą się w kuchni.
  3. Był czas kiedy sklepowe półki świeciły pustkami, dziś nawet w zimę kupujemy dorodne pomidory i maliny, które nie mają żadnych wartości odżywczych ani smaku. Czas powrócić do korzeni – małych, lokalnych dostawców oraz sezonowych warzyw i owoców.
  4. Glony od wielu, wielu lat uchodzą za niezwykle cenny składniki – zarówno w kuchni, jak i w przemyśle kosmetycznym. W tym roku pojawią się w nowej odsłonie, nie tylko w sushi i sałatkach, ale także jako składnik dań.
  5. Jedzmy sezonowo i cieszmy się porami roku, a wtedy kiedy nie mamy pod ręką świeżych składników sięgajmy po słoiki. Niech króluje fermentacja i słoiki!
  6. Olej kokosowy nie tylko świetnie smakuje, ale ma też mnóstwo dodatkowych atutów, dlatego będziemy po niego sięgać coraz częściej i chętniej.
  7. Kuchnia bliskowschodnia pełna jest niezwykłych przypraw, warzyw i owoców, a zarazem jest bardzo prosta, zdrowa i sezonowa. Dlatego bliskowschodnie trendy będą coraz częściej będą się pojawiać w naszej kuchni pod różnymi postaciami.
  8. Koniec z wymówkami – nie umiem gotować i nie mam czasu. Szybkie i zdrowe jedzenie to nie kwestia umiejętności, a chęci.
  9. Kanapki i jajecznica to śniadaniowych przeżytek. Czas na sycące i zdrowe owsianki – tym razem głownie w wersji wytrawnej i od czasu do czasu słodkiej z owocami.
  10. Nie interesuje nas bezwartościowe jedzenie, pełne dodatków „E” i innych chemicznych substytów. Zaczynamy czytać dokładnie etykiety i samodzielnie produkować domowe kiełbaski, pasztety i chleby, które zawsze będą smaczniejsze i zdrowsze od tych sklepowych.

Zobacz także

Czekoladowe trufle z marcepanem i śliwką.

29 grudnia 2015 Deser, Przez żołądek do serca

Święta, święta i po świętach – to niesamowite jak czas szybko leci! Pamiętam, że jak byłam dzieckiem to odliczałam dni do swoich urodzin, Świąt i Sylwestra. Teraz chciałbym, aby czas się zatrzymał – szczególnie wtedy, kiedy spędzam czas z bliskimi, kiedy wszyscy są razem i cieszą się beztroskimi chwilami. Czas się jednak nigdy nie zatrzyma, dlatego.. trzeba cieszyć się absolutnie każdą chwilą!

Już za chwilę czeka nas koniec roku i przyznam szczerze, że nigdy go nie lubiłam, bo był to dla mnie zawsze czas do refleksji i podsumowań. Przestałam jednak traktować ten dzień jako barierę magicznego przejścia „ze starego do nowego” i czasu rozliczeń. Każdy dzień staram się tak traktować jak czystą kartką gotową do zapisania, a w Sylwestra spędzam czas z przyjaciółmi na grach i zabawach. W końcu – jaki Sylwester, taki cały rok. Tak, z tego zabobonu nie wyrosłam!

Składniki (na ok 20 sztuk):

  • 20 sztuk dobrej suszonej śliwki
  • 1 opakowanie marcepanu (200 g)
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady (min. 70%)
  • 1 łyżka śmietanki 36%
  • 1 łyżeczka masła 
  • szczypta złotego barwnika w proszku( lub wiórków kokosowych lub mielonych orzechów)

Śliwki obtaczamy w marcepanie i zgrabnie formujemy równej wielkości kuleczki. Następnie na małym ogniu lub w kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, pod koniec dodajemy masło i śmietankę, mieszamy. W ciepłej czekoladzie zanurzamy marcepanowe kuleczki, które odkładamy na foli aluminiowej do całkowitego wystudzenia i związania czekolady. Kiedy czekolada jest jeszcze delikatnie ciepła, trufle posypujemy delikatnie złotym barwnikiem w proszku (ewentualnie wiórkami kokosowymi, mielonymi orzechami lub niczym). Po godzinie trufle nadają się do przełożenia do małych foremek lub zbiorczego opakowania.

Smacznego!

Zobacz także

Piernikowe śledzie.

23 grudnia 2015 Polska, Przekąska, Przez żołądek do serca, Rodzaj kuchni

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja nie mogę wyjść z wrażenia jak ten czas szybko leci.. Dopiero był styczeń, już mamy grudzień. Nieustanne przemijanie i uciekający czas jest nieuchronny, a Święta to idealny czas do refleksji, podsumowań i poświęcenia czasu najbliższym. Dziś jest czas na ostatnie świąteczne przygotowania i kuchenną krzątaninę, tak aby jutro w spokoju zasiąść do stołu i cieszyć się chwilą z najbliższymi.

U nas Święta nie istnieją bez śledzi, które występują w conajmniej kilku rodzajach – klasyczne, w śmietanie, z rodzynkami itd. W tym roku postanowiłam przygotować coś, czego jeszcze nie było – piernikowe śledzie pachnące korzennymi przyprawami,  które mają słodką nutę jabłka i ostrej cebulki. Są proste, szybkie w przygotowaniu i niezwykle smaczne!

PS Zobaczcie też wersję wideo przepisu!

Składniki:

  • 3-4 płaty śledziowe
  • jabłko
  • cebula
  • 5-6 pierników
  • 3-4 łyżki octu 
  • olej słonecznikowy lub rzepakowy

Płaty śledziowe kroimy na mniejsze części, delikatnie skrapiamy octem i odstawiamy na 10-15 minut. Cebulę i jabłko obieramy i kroimy w cienkie plasterki – można też jest zetrzeć na mandolinie. Pierniki rozkruszamy na drobną piernikową mąkę za pomocą blendera lub moździerza. Następnie wszytsko układamy warstwowo w zamykanym pojemniku w kolejności: cebula, jabłko, śledź, pierniki. Całość zalewamy olejem, zamykamy szczelnie i chowamy do lodówki na minimum 3-4 godziny.

Smacznego!

 

Zobacz także

przepisy kulinarne
Google+